Historia Zeusa

zeusikazio1 Na początku tego roku nasza córka namówiła nas na adopcję dorosłego kota ze schroniska. Rozważyliśmy wszystkie „za” i „przeciw”- szczególnie „przeciw” ponieważ mieliśmy już w domu dorosłego (6-cio letniego) psa Zeusa, którego reakcji na kota dość mocno się obawialiśmy. Pojechaliśmy jednak do schroniska po kota. W schronisku powiadomiliśmy opiekunów, że w domu jest pies i może się zdarzyć, że przy braku akceptacji ze strony psa będziemy musieli kota oddać z powrotem do schroniska. Nasze obawy niestety się potwierdziły – pies absolutnie nie mógł znieść obecności kota w domu. Po trzech dniach walki o pogodzenie zwierząt (nie były w stanie przebywać w jednym pomieszczeniu jednocześnie, każde zbliżenie kończyło się ranami u psa…) ja się poddałam i chciałam odwieźć kota do schroniska, natomiast mąż namówił mnie jeszcze na telefon do Pani Moniki Szymczyk – weterynarza naszego Zeusa. Pani Monika po wysłuchaniu wszystkiego zaordynowała – pakujcie zwierzaki i przyjeżdżajcie do mnie, co też zrobiliśmy. Na początek zostaliśmy przepytani o zwyczaje naszego psa i nasze, później wysłuchaliśmy około 45-cio minutowego „wykładu”, a na koniec zajęcia praktyczne ze zwierzakami w roli głównej – też około godzinki. Pełni wdzięczności i optymizmu wróciliśmy do domu i od razu zaczęliśmy wykonywać zalecone ćwiczenia, jak również wprowadziliśmy nowe zwyczaje dotyczące psa. Po około tygodniu codziennych ćwiczeń zwierzęta mogły w naszej obecności przebywać w jednym pokoju bez mruczenia i warczenia na siebie nawzajem. Po kolejnym tygodniu zaczęły sobie spokojnie żyć w jednym domu. Faktem jest, że nie są przyjaciółmi i np. nie bawią się razem, ale też nie ma żadnych – podkreślam żadnych – oznak jawnej niechęci czy wrogości. Dla Zeusa nie jest już dzisiaj problemem, że kot podchodzi do jego miski z jedzeniem lub z wodą – spokojnie odchodzi od miski i pozwala mu skosztować jedzenia lub wody. Natomiast kot w żaden sposób nie reaguje na to, że po powrocie z „nocnej włóczęgi” przy wejściu do domu jest dokładnie obwąchany przez psa, a to wszystko dzięki Pani Monice. Pozdrawiamy bardzo serdecznie :-* Magda i Artur