Historia Piny

pina Pina to nasz pierwszy pies, mieszanka shi tzu z yorkiem, bardzo ruchliwa i energiczna, stąd jej imię zainspirowane niemiecką choreografką i tancerką  Pierwsze dni z 7-mio tygodniową suczką były urocze, mała czuła się jeszcze niepewnie w nowym dla niej mieszkaniu, szukała bezpieczeństwa i uwielbiała głaskanie oraz bycie w centrum zainteresowania. Jenak po kilku dniach, słodki i grzeczny piesek zmienił się i stawał się coraz bardziej uciążliwy. Podgryzał nam dłonie, pomimo małych jeszcze ząbków, nie raz boleśnie, skakał na nas żądając uwagi i zabawy. Rano, gdy zbieraliśmy się do pracy Pina krążyła zawzięcie wokół nas, łapiąc nas zębami za kostki, skarpetki i nogawki spodni. Gdy wracaliśmy z pracy cieszyła się bardzo i była urocza przez 10 min, a potem znów mały, ważący jeszcze 2 kilo piesek nie pozwalał nam zająć się swoimi sprawami, podgryzując nas ciągle. Były takie 2 tygodnie, które niemal nas wykończyły. Uczyliśmy naszą suczkę komend, chcąc pokazać jej, że posłuszeństwo się opłaca, ona bardzo szybko łapała i często była wówczas nagradzana. Jednak przez resztę czasu, wciąż gryzła nas i często pod koniec zabawy, nie wyhamowywała, zaczynała szczekać, warczeć, biegać dookoła stołu, podgryzać nasze stopy, nogawki i meble. pina2Dużo mówiliśmy do niej “nie wolno” stanowczym tonem, znajomi mający psa podpowiedzieli nam też, że można psiaka odizolowywać aż się uspokoi w innym pokoju lub spokojnie, lecz stanowczo brać za nadmiar skóry na karku i pochylić do ziemi. Te metody wcale nie działały, a jeśli pojawiły się drobne efekty to na kilka minut. Byliśmy zawiedzeni, mimo, że w ciągu 3 tygodni pokochaliśmy Pinę to często mieliśmy jej dość i nie tak wyobrażaliśmy sobie życie z małym pieskiem.

Mniej więcej po miesiącu z Piną, trafiliśmy na Panią Monikę i jej gabinet weterynaryjny. Poszliśmy wtedy na kolejne odrobaczenie suczki i przy okazji opowiedzieliśmy jej o problemach, z którymi się borykamy. Pani Monika spokojnie i cierpliwie wysłuchała nas, zadawała dużo pytań jak reagujemy na zachowania psa, których nie akceptujemy. Po kilku minutach rozmowy uświadomiliśmy sobie, że to nie ze szczeniakiem jest coś nie tak, że wcale nie jest nadpobudliwa, jak wcześniej sobie myśleliśmy, lecz z naszymi metodami i reakcjami, czyli informacjami zwrotnymi, które dajemy psu. Zastosowaliśmy się do kilku wskazówek Pani Moniki, które od razu wcieliliśmy w życie. Po 2 dniach widzieliśmy już dobre efekty, a po tygodniu konsekwencji byliśmy już zachwyceni zmianą, która nastąpiła. Zmieniliśmy m.in. takie NASZE zachowania:

  • Gdy rano wstawaliśmy z łóżka i Pina skakała na nas radośnie, by się przywitać, nie ulegaliśmy już jej wdziękom, tylko ignorowaliśmy ją do momentu, kiedy uspokoi się, usiądzie i wtedy wołaliśmy ją, by ją pogłaskać. Podobnie, gdy wracaliśmy z pracy, zaczęliśmy najpierw zajmować się swoimi sprawami i nie utrzymywaliśmy kontaktu wzrokowego ze szczeniakiem, aż się uspokoi, by wtedy ją nagrodzić głaskaniem. Dzięki temu nie wzmacnialiśmy jej pobudliwych zachowań.
  • Przestaliśmy „zagłaskiwać psa” i dotykanie jej zarezerwowaliśmy jako nagrodę za dobre zachowanie, czyli na te chwile, gdy była spokojna i zachowywała się zgodnie z naszymi oczekiwaniami
  • Zaczęliśmy wyznaczać jej czas do zabawy, kiedy wyjmowaliśmy zabawki i po jakimś czasie chowaliśmy je, aby to szczeniak sam nie inicjował tego, kiedy mu się to tylko podoba
  • Przestaliśmy dużo mówić do Piny. Ograniczyliśmy się do kilku-kilkunastu prostych słów i komend np. „dobrze”, „brawo”, „źle”, „nie”. Szczególnie zadziałało to pozytywnie podczas zabawy i jazdy samochodem. Wcześniej dużo radośnie mówiliśmy do szczeniaka, czym sami pobudzaliśmy ją do szaleństw
  • Kiedy zachowywała się nadpobudliwie, ignorowaliśmy ją, przerywaliśmy zabawę, nie odzywaliśmy się, jakbyśmy wcale jej nie dostrzegali. Gdy poprawiała zachowanie, natychmiast dostawała nagrodę w postaci naszego kontaktu wzrokowego, głaskania lub przysmaku

Po jakimś czasie, gdy jej zachowanie bardzo się poprawiło wdrożyliśmy na nowo komendy „nie” lub „nie wolno” (które wcześniej słyszała kilka razy dziennie i ewidentnie traktowała jak powietrze), czasem połączone z psikaniem w mordkę rozpylaczem z wodą, aby połączyła nieprzyjemne doznanie z tym, co robi źle (np. podgryzanie mebli, czy stóp). Po kilkunastu dniach konsekwencji, zaczęła reagować na samo hasło „nie” i przerywać nieakceptowane zachowanie.

Jesteśmy bardzo wdzięczni Pani Monice za wsparcie, wiedzę i możliwość bieżącego kontaktu, dzięki którym cieszymy się urokami posiadania psa. Serdecznie polecamy lecznicę!:)

Sandra i Marek